Pięknie jak w raju i gorąco jak w piekle. Tak wspominam moją pierwszą wizytę we włoskiej Apulii. Kiedy wysiadłam z samolotu na lotnisku w Bari, przywitał mnie podmuch ciepłego powietrza. Pogoda na dziś to 38 stopni w cieniu. Nic dziwnego, środek lipca, a i bliżej stąd do Afryki niż do Polski.
Puglia, w Polsce zwana Apulią, to “obcas” Półwyspu Apenińskiego. Suchy i nizinny teren, którego roślinność, kamienne uliczki i białe fasady przypominały mi trochę te, które można oglądać na wybrzeżu Grecji i Turcji.
Perełkami tej części Włoch są Polignano a Mare i Monopoli, a ja z czystym sumieniem dodaję do nich jeszcze Ostuni. Bari, stolica regionu, do której przywiodły nas bilety lotnicze w okazyjnych cenach, również jest warte poznania. To także bardzo dobra baza wypadowa na zwiedzanie okolicy.
Apulia na weekend – przedstawiam Bari i trzy najpiękniejsze miasteczka. Do każdego z nich dojedziecie pociągiem z Bari w mniej niż godzinę. Przygotowałam dla Was 3-dniowy plan zwiedzania, oparty na naszej podróży.
Jestem pewna, że zachęcę Was do wyprawy w ten urokliwy zakątek Włoch.
Spis treści
ToggleApulia pociągiem
Wypożyczanie samochodu we Włoszech to rozrywka dla osób o mocnych nerwach. Jeżdżenie wąskimi uliczkami słonecznej Italii powinno zaliczać się do sportów ekstremalnych. Jeżeli zdecydujecie się na tę opcję, to wykupcie pełne ubezpieczenie.
Na szczęście mam spore doświadczenie z włoskimi pociągami i te są niezawodne. Ceny biletów są bardzo przystępne, czasami nawet niższe niż w Polsce. To czysty i wygodny środek transportu, który doskonale sprawdził się podczas naszej weekendowej podróży. Pociągiem z Bari dojedziecie do wszystkich opisywanych poniżej miasteczek.
Dzień 1 - Bari
Czy wiedzieliście, że Bari przez bardzo krótki okres należało do Polski? W XVI wieku Bona Sforza, żona króla Zygmunta Starego (zdobiącego jeden z ulubionych banknotów Polaków), otrzymała w spadku Księstwo Bari. Niestety po jej śmierci następcom tronu nie udało się odzyskać tych terenów.
To nie jedyny polski wątek w tym regionie. W mieście dochodziło do masowego przerzutu niewolników na cały Basen Morza Śródziemnego. Niewolnicy pochodzili z terytoriów obecnej Polski i Niemiec, dalej sprzedawani byli muzułmańskim kalifatom. To karta z historii, którą Baryjczycy na pewno nie chcą się chwalić.
Obecnie to stolica regionu, miasto uniwersyteckie pełne studentów z całej Europy oraz, za sprawą tanich biletów lotniczych, także turystów z Polski.
Miejska plaża Pane e Pomodoro
Pierwszy dzień na włoskim wybrzeżu postanowiliśmy zacząć od plażowania. Właściwie to nie mieliśmy za bardzo wyboru, bo przywitał nas nieziemski skwar. Zwiedzanie w tak gorący poranek byłoby katorgą.
Apulia ma szerokie piaszczyste plaże, które wyróżniają się na tle kontynentalnych Włoch. Wprawdzie miejskich plaż Bari nie znajdziemy na liście najpiękniejszych w regionie (te niestety położone są 2 godziny samochodem na północ lub południe od Bari), ale zdecydowanie jest to jedna z przyjemniejszych miejskich plaż na których byłam.
Pane e Pomodoro, czyli “chleb i pomidory” to plaża mieszcząca się na południowym końcu promenady Lungomare di Bari. Piasek jest tutaj bielutki, a woda turkusowa i przejrzysta. Pod parasolami odpoczywają zarówno Baryjczycy, jak i turyści. Niektórzy wygrzewają się na rozgrzanych kamieniach na małej wysepce. Plaża jest bezpłatna, znajdują się przy niej przebieralnie, toalety, wypożyczalnie leżaków oraz kawiarnia. Pomimo, że woda przy brzegu jest raczej płytka, latem bezpieczeństwa plażowiczów pilnują ratownicy.
Promenada Lungomare di Bari
Od plaży Pane e Pomodoro, aż do portu, ciągnie się nadmorska promenada spacerowa. Przejście całej promenady zajmuje niecałą godzinę. Najciekawszym punktem jest molo, na którym mieści się bar El Chiringuito. To miejsce spotkań młodych ludzi, którzy przy piwku podziwiają bujające się na falach łodzie i zachody słońca. Spróbujcie jednego z lokalnych przysmaków – panzerotti. Smażonych na głębokim tłuszczu “calzone” z mozzarellą i sosem pomidorowym, których smak doskonale łączy się z lekkim włoskim piwem. Za zestaw “Panzetto e Peroni” zapłaciliśmy tylko 2 euro.
Z molo rozciąga się widok na na Teatro Margherita. Zbudowany na palach teatr, obecnie gości wystawy czasowe – w styczniu odbywało się tam Real Bodies Experience, a wcześniej wystawa immersyjna Van Gogha.
O poranku na molo spotkacie rybaków. Market “N’derr la lanz” to miejsce gdzie można nie tylko kupić to co wyłowili o świcie, ale także spróbować surowych owoców morza “pesce crudo”, które przez lokalsów nazywane są czasami “śniadaniem Baryjczyków”. Wyciągnięte prosto z morza małże, ośmiornice i jeżowce serwowane są jedynie z cytryną i kawałkiem chleba. Miałam okazję próbować ostryg prosto z wody podczas podróży po Andaluzji i ostrzegam, że to propozycja tylko dla osób o mocnym żołądku!
Bari Vecchia
Z promenady można wejść na mury miejskie okalające stare miasto. Bari Vecchia strzegą także dwie budowle obronne – mały Il Fortino Di Sant’Antonio, który jest świetnym punktem widokowym, oraz Castello Svevo di Bari, należący swego czasu do Królowej Polski i Księżnej Bari, Bony Sforzy.
W sercu starego miasta stoi Bazylika św. Mikołaja o ciekawym surowym stylu. O religijności mieszkańców Bari świadczą wymyślne ołtarzyki Maryi, które znajdziecie w każdym zaułku. To popularny widok w miastach południowych Włoch, ale te w starym Bari są wyjątkowo ładne.
Bari Vecchia to przede wszystkim urokliwe wąskie uliczki, które wieczorem oblegane są przez mieszkańców, którzy wystawiają przed domy plastikowe krzesełka i spędzają czas z sąsiadami. Przez otwarte okna uciekają zapachy obiadu, który włosi zwykle jedzą po zachodzie słońca. Jeśli będziecie mieli odrobinę szczęścia, to zobaczycie jeszcze panie lepiące makaron na Strada delle Orecchiette. W ciągu dnia przenoszą swój warsztat na ulicę, jednak rzadko pracują wieczorem. W końcu wieczór to czas na odpoczynek i spędzanie czasu z rodziną i przyjaciółmi.
Dzień 2: Polignano a Mare i Monopoli
Drugiego dnia pojechaliśmy zobaczyć gwiazdy tej części wybrzeża Włoch. W kasie dworca Bari Centrale kupiliśmy bilet za 3 euro i ruszyliśmy do Polignano a Mare. To pocztówkowe miasteczko, gdzie fasady domów są przedłużeniem skał, skąpanych w turkusowej wodzie Adriatyku.
Romantyczne Polignano a Mare
Po półgodzinnej przejażdżce pociągiem, od razu ruszyliśmy w stronę Cale Lama Monachile, otoczonej skalistymi klifami plaży. Ponownie zagonił nas tam piekielny upał, który miał towarzyszyć nam przez całą podróż po południowej Italii. Okazuje się, że nie tylko my marzyliśmy o chłodnych morskich falach. Plaża w zatoczce była wypełniona po brzegi. Powzdychaliśmy chwilę do plażyczki, która jest jednym z symboli Apulii i ruszyliśmy dalej, w poszukiwaniu mniej popularnego kawałka nabrzeża.
W poczukiwaniu ochłody - La Groto
Nie było łatwo znaleźć miejsce, które nie byłoby zatłoczone. Po głębokim researchu blogów i opinii w Google wybraliśmy La Groto, do której zejście skrywa się za restauracją Trattoria Il Grottone. Włosi wygrzewają się tutaj na skałkach jak jaszczurki. Ze skał wchodzimy prosto do głębokiej wody. Widoki na groty i wysokie klify są za to niezapomniane. Jeśli jesteście dobrymi pływakami to możecie wpłynąć do Grotta Azzurra lub zdecydować się na skoki z klifów.
Jeśli szukacie bardziej konwencjonalnej plaży, to zaraz obok znajduje się jeszcze trzecia opcja, Lido Cala Paura, jednak ta również była wtedy zatłoczona.
Spacerem na starówkę
Po plażowaniu wybraliśmy się na spacer nabrzeżem, gdzie odwiedziliśmy pomnik Domenico Modugno, autora hitu znanego jako “Volare”. Po drodze do starej części miasta zatrzymaliśmy się w La Rotellina, restauracji serwującej nietypowe panzerotti, na przykład z krewetkami czy łososiem i cukinią. Były pyszne!
Aby dostać się do Centro Storico należy pokonać most Ponte di Polignano (stąd zrobicie najlepsze zdjęcia pocztówkowej plaży Lama Monachile) i przejść przez bramę Porta Vecchia. Na początku wędrowaliśmy uliczkami i podziwialiśmy jasne fasady ozdobione roślinami oraz kolorowymi drzwiami i okiennicami. W drodze powrotnej na dworzec zahaczyliśmy o lokalne punkty widokowe, aby zrobić kilka zdjęć na pożegnanie.
Następny przystanek - Monopoli
Z Polignano a Mare do Monopoli dotrzecie w 5 minut. Bilet na pociąg kosztuje jedynie 1 euro. Nie mieliśmy szczegółowego planu zwiedzania Monopoli. Chcieliśmy przejść się nabrzeżem i zobaczyć choćby fragment starego miasta, które rozciąga się od Porto Vecchio do Spiaggia Cala Porta Vecchia.
Pocztówka z Monopoli - Porto Vecchio i nabrzeże
Porto Vecchio to port, który możemy oglądać na “pocztówkach z Monopoli”. Cumują przy nim niebieskie łodzie rybackie zwane gozzi. To tutaj zaczynamy nasz spacer po mieście. Via Porta poprowadziła nas wzdłuż nabrzeża, do Molo Margherita i latarni morskiej. Na początku molo stoi zamek Castello Carlo V, który długo pełnił funkcję więzienia. Z murów zamku można podziwiać panoramę okolicy.
W centrum Monopoli nie znajdziemy plaż, jakie określono w definicji tego słowa. Jako plaże oznaczone są miejsca, gdzie możecie zaznaczyć ręcznikiem swój własny kawałek skały, który ma dostęp lub zejście do wody. Taka jest na przykład Cala Portavecchia. Plażyczki pośród skał, które znajdziecie na północ i południe od centrum są bardzo małe i przeważnie zatłoczone. Niestety musieliśmy się pogodzić z faktem, że środkowa Apulia nie jest miejscem do plażowania. Jeśli chcecie jednak zobaczyć tak wygląda tutejsza plaża lub zamoczyć stopy, z zamku podążajcie wzdłuż promenady Lungomare Santa Maria.
Spacer w głąb lądu
Dalej polecamy zgubić się w bocznych uliczkach i zatrzymać się na kawę, wino lub Aperol w jednej z kawiarenek przy Piazza Garibaldi. Ponoć warto odwiedzić kościół Rettoria Santa Maria del Suffragio, gdzie za ozdobionymi kościotrupami i czaszkami drzwiami, można oglądać podziemny cmentarz z mumiami zakonników. Najpiękniejsze w Monopoli są jednak wąskie uliczki kwitnące kolorami, ozdobione malowanymi okiennicami i balkonikami, pachnące nagrzanymi kamieniami.
Spacer po Monopoli zajął nam 2 godziny.
Dzień 3: Ostuni
W Ostuni zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. Wystarczył krótki spacer labiryntem śnieżnobiałych kamieniczek, kilka kaktusów i kieliszek Aperola. Miasto mieści się na wzgórzu otoczonym gajami oliwnymi, a z jego stromych uliczek widać oddalone o zaledwie kilka kilometrów morze. Ostuni najpiękniejsze jest o zachodzie słońca, kiedy od jego białych ścian odbijają się złote promienie.
Wzgórze, na którym wybudowane zostało miasteczko, zamieszkiwane było już w epoce kamienia, jednak w czasie wojen punickich hordy Hannibala zrównały z ziemią całą okolicę. Znajomy kształt “Białemu Miastu” nadali Normanowie, czyli przybysze ze Skandynawii. W średniowieczu wybudowali zamek i otoczyli miasto murami. Złoty okres Ostuni przypada jednak na panowanie Izabeli Aragońskiej, mamy królowej Bony Sforzy.
Latem liczba mieszkańców wzrasta trzykrotnie. Miasteczko jest popularne wśród turystów, ale także imigrantów z Niemiec i Wielkiej Brytanii (cała Apulia cieszy się popularnością wśród osób, które chcą przeprowadzić się „gdzieś, gdzie jest ciepło”). Mimo tego nie zastaliśmy tu tłumów.
Najciekawsze punkty na mapie miasta
Sercem miasteczka jest Piazza della Liberta, na którym spotkacie najwięcej turystów. To tutaj mieszczą się sklepiki z pamiątkami i lokalnymi wyrobami oraz restauracje. Po odchodzącej od placu Via Cattedrale ścigają się tuk tuki ze skuterami.
Kolejnymi ważnymi punktami jest bazylika Duomo di Ostuni z charakterystyczną fasadą i znajdująca się naprzeciwko galeria Pałacu Biskupiego zwana Arco Scoppa. Tego dnia plac przed katedrą wypełniony był rozradowanymi ludźmi, którzy świętowali ślub młodej pary.
W gorące dni wąskie uliczki dają schronienie przed słońcem. Miasto zaczęto bielić ze względów higienicznych, w czasach panującej w regionie zarazy. Teraz białe ściany dodatkowo odbijają słońce. Ostuni było dla nas jak kojąca morska bryza.
Gubiąc się w uliczkach Białego Miasta napotkacie zielone kaktusy, piękne Vespy, kolorowe drzwi – najsłynniejsze z nich to Porta Azzurra, zwane również “Najbardziej instagramowymi drzwiami Włoch”. Podziwialiśmy je przez dłuższą chwilę z ogródka mieszczącej się obok restauracji.
Do Ostuni dotarliśmy popołudniu i zostaliśmy aż do zachodu słońca, który złotymi promieniami muskał białe fasady i sprawił, że nasze serca zabiły jeszcze szybciej.
Do Ostuni dostaniecie się pociągiem z Bari w godzinę. Aby przedostać się do centrum miasta, należy złapać autobus. Bilety kupicie w kiosku lub restauracji na dworcu w Ostuni. Polecam od razu kupić bilet w obie strony. Autobus zatrzymuje się pod samym dworcem i zabierze Was na plac Piazza della Liberta. Powrotny transport rusza z Vittorio Emanuele II i często bywa opóźniony. Warto o tym pamiętać planując wieczorny powrót.
Czego warto spróbować i co przywieźć z Apulii?
Odwiedzając włoski “obcas” trzeba spróbować regionalnych potraw! Kuchnia Apulii jest wyjątkowo bogata w dania z owocami morza. Oto niektóre z ciekawych potraw z lokalnego menu:
- Sgagliozze, smażona polenta,
- Focaccia barese, drożdżowy placek z oliwkami i pomidorami,
- Tiedda barese, czyli “Riso, patate e cozze”, ryż z ziemniakami i małżami,
- Linguine ai ricci di mare, makaron z jeżowcami,
- Orecchiette con le cime di rapa, makaron z lekko gorzkawą rzepą brokułową,
- Panzerotto, smażony pieróg z sosem pomidorowym i mozzarellą.
Dobry makaron, oliwa i wino to produkty, które można kupić we Włoszech wszędzie. Apulia również ma ich pod dostatkiem. Co sprawia, że wyroby z tej części Włoch są wyjątkowe? Unikatowy klimat i ukształtowanie terenu. Nizinna kraina poprzecinana jest licznymi dolinami. Suchy i słoneczny region porasta około 60 milionów drzewek oliwnych. To stąd pochodzi 40% włoskiej oliwy.
Winorośle zaczęli uprawiać tutaj już Fenicjanie. Wino oznaczone włoską nazwą regionu Puglia, jest zwykle czerwone. Primitivo smakuje ciemnymi owocami, a w niektórych butelkach odnajdziemy posmak suszonych owoców i aromaty skóry. Kolejnym typowym dla Apulii winem jest Negroamaro. Jego nazwa oznacza “czarne i gorzkie”. Smakuje czerwonymi i czarnymi owocami, takimi jak śliwki, jeżyny czy wiśnie. Świetnie łączy się z pizzą i mięsami. Jeśli szukacie lżejszej opcji to spróbujcie Bambino Nero – różowego wina o świeżym owocowo-różanym smaku, które pasuje do dań rybnych i owoców morza.
Apulijczycy mają własne regionalne kształty makaronów, a najpopularniejszym z nich jest Orecchiette. Kupicie go w całej Apulii, a w Bari możecie spotkać kobiety wyrabiające go na drewnianych stolnicach ustawionych w wąskich uliczkach starego miasta.
Apulia to nie tylko weekendowy kierunek. Okolice Bari mają dużo więcej do zaoferowania. Gdybyśmy mogli, chętnie spędzilibyśmy tu jeszcze kilka dni. Jednak trzeba było ruszać w dalszą podróż. Czekały na nas Neapol, Rzym, Wybrzeże Amalfi…
Wybieracie się do Apulii? Które miejsca chcielibyście zobaczyć? A może już tam byliście i uważacie, że przegapiłam ciekawe miejsce?